Image Image Image Image Image
Scroll to Top

To Top

Akademia Q jakości reklama

27

Mar
2013

In Blog

By Olga Wyszkowska

O niewirusowych wirusach, czyli pomieszanie z poplątaniem

On 27, Mar 2013 | In Blog | By Olga Wyszkowska

Rynek reklamy wirusowej w Polsce rozwija się nadzwyczaj dynamicznie. W sieci co i rusz pojawiają się nowe produkcje „viralowe”, które śmieszą, zaskakują i sprawiają, że chcemy przesłać je znajomym, żeby też się pośmiali… z żenującego poziomu ich wykonania, naiwności oraz niekompetencji ich twórców.

Lipdub Orange „Akademia Q jakości”, Adam Małysz parkujący Skodę – przykłady można by mnożyć.

Nie oglądajmy się jednak za siebie i weźmy pod lupę najświeższą kampanię Bosch Pro Power, w ramach której przygotowane zostały cyt. „virale z hipsterami i góralami wcielającymi się w Boschmenów”.

Odpalamy pierwszy filmik i co widzimy – dwoje PRAWIE hipsterów, którzy siedzą w PRAWIE pokoju i prowadzą PRAWIE śmieszny dialog na temat wyeksponowanego na pierwszym planie produktu…

Pierwsze pytanie, które pojawia się w porażonym wysokim stężeniem tandety mózgu: no i gdzie jest ten viral?

Przecież wszystkie zmysły podpowiadają nam, że właśnie obejrzeliśmy zwykłą, perswazyjną PRAWIE reklamę, którą od spotu telewizyjnego odróżnia niskobudżetowa produkcja, dłuższy czas, rażąca amatorszczyzna „aktorów” i żenująca fabuła, zatem – co się stało?

Czy ktoś nas wykiwał? Czy w nocy, kiedy na moment spuściliśmy Internet z oka, ktoś wykasował właściwy film i podłożył w jego miejsce ten kiczowaty reklamopodobny twór? A może to słowo viral zmieniło swoje znaczenie?

Niewątpliwie coś się tu pomieszało.

Żeby nie wpaść w kompletny obłęd i wyjść z tej semantycznej gmatwaniny, powróćmy więc do źródeł i przypomnijmy 5 faktów z życia virali, które rzucą trochę światła na całą sprawę:

1. Viral to narzędzie marketingu wirusowego, którego celem jest zaangażowanie odbiorców w samodzielne rozpowszechnianie komunikatu i dyskusję na jego temat.

2. Żeby odbiorcy dzielili się viralem, przerabiali go i komentowali, powinien on wywoływać silne emocje. Powinien: zaskakiwać, wzbudzać kontrowersje, bawić.

3. Istotą virala jest oryginalna fabuła, która porusza, łamie stereotypy i schematy.

4. Viral nie może być podobny do standardowych reklam, bo utonąłby w morzu innych przekazów.

5. Poprzez kampanię viralową można promować ideę marki, produkt czy usługę, ale nie powinno się reklamować niczego wprost, bo perswazja jest przez internautów z góry odrzucana.

Ok. Wygląda na to, że wszystko z nami w porządku. Spodziewaliśmy się virala w dobrym tego słowa znaczeniu. Oczekiwaliśmy czegoś, co nami wstrząśnie, co nas poruszy, rozbawi. Czegoś na miarę Natanka – Batmanka z kampanii Tesco, wielkiej fali Quicksilvera, krzyczącego dziecka z virala Zazoo…

A dostaliśmy… no właśnie, co?

Po zestawieniu boschowego tworu z 5 punktami naszej analizy (którą można uznać za definicję virala) wychodzi na to, że hipsterski filmik z prawdziwym viralem wspólnego ma niewiele… żeby nie powiedzieć – nic.

Być może w intencjach twórców miał to być niewirusowy spot przeznaczony do Internetu i błąd leży tu w samej nomenklaturze? Może prawidłowej nazwy dla tego typu bytów reklamowych po prostu brakuje?

Tak czy inaczej, nazywając rzeczony spot viralem, twórcy nie tylko z góry skazali go na klęskę, nie tylko dali używanie wszelkim internetowym szydercom, ale również podsycili trend mieszania pojęć, którego efektem jest jeszcze większa irytacja w zetknięciu ze sztucznymi, tanimi i nachalnie perswazyjnymi pseudoviralami.

A żeby nie było, że nie da się inaczej – na poprawę humoru, kilka naprawdę udanych produkcji viralowych. Enjoy 🙂

Tags | , , , , , , , , , , , , , , ,